Jak człowiek w dzisiejszych czasach może być tolerancyjny, kiedy nie toleruje samego siebie? Jak może być wrażliwy, kiedy wokół sama znieczulica? Jak może pomóc innym ,jak jemu nikt nigdy jeszcze nie pomógł? Jak może patrzeć na ból innych, kiedy sam go nie czuje? Jak może widzieć łzy przyjaciela, kiedy sam płacze tylko w ukryciu? Czy nauczy się liczyć gwiazdy? A może zwyczajnie brakuje mu czasu by spojrzeć w niebo? Czy zdąży pokochać, a może musi najpierw wybaczyć?

I nadszedł ten czas, że trzeba zmienić statek na którym się płynie. Najważniejszy tego powód tkwi chyba w braku misji. A życiu musi przecież przyświecać misja. Jestem o tym przekonana. Nie pozostaje zatem nic innego jak szukać…. Szukać i wierzyć, że istnieje jeszcze maleńki okręt, który zawsze dobija do ulubionego brzegu…
Właśnie tego wszystkiego Wam serdecznie życzę:)
Dzisiaj dyżurując na przerwie zarejestrowałam następującą rozmowę uczniów drugiej klasy:
Osobnik A: Ty wiesz jaką miałem jacuzzi w wannie?
Osobnik B: Wow a co się stało?
Osobnik A: Fasolówkę jadłem. Siedzę w wannie i prrr, prrr, prrr. Ty ja nigdy nie puściłem 4 bąków na raz.
Osobnik B: Ja puściłem nawet sto. Jesteś pewien, że to po fasolowej?
Widzicie my dorośli myślimy o palmach, basenach z bąbelkami, a wystarczy tylko uruchomić własną inwencję i jacuzzi gotowe;)
Minęły święta Bożego Narodzenia, Wielkanocy a mój stary dawny post niezmiennie na pierwszej pozycji.To z pewnością, a właściwie na pewno zasługa tego co aktualnie czynię. Pisanie pracy magisterskiej niestety kategorycznie zniechęca mnie do wypowiedzi pisemnych:) Całe szczęście, że w ogóle jeszcze mogę się odzywać. Komu mam dziękować?
Ps: Moi kochani idzie wiosna, słychać świergot ptaka:) Zapraszam do Gdańska
To już chyba tradycja, że przed świętami pada mi komputer i nie mam dostępu do Internetu. Takie sytuacje stale dowodzą mi, że bez sieci zdziałać mogę mało. Kiedy po dobrych paru tygodniach nieobecności posprawdzałam pocztę, i zobaczyłam ile mam do nadrobienia jeżeli chodzi o moje ulubione bloki, strony i portale szczęka po prostu mi opadła. Powoli wychodzę na prostą aczkolwiek dużo jeszcze przede mną. Święte minęły mi chyba najszybciej ze wszystkich, które przeżyłam. Tak naprawdę to chyba dlatego, że pierwszy raz byłam w rozjazdach. Tradycyjnego leżenia na kanapie przy żywej choince brak ale może to i dobrze przynajmniej tłuszczyk mi się nie odłożył na boczki. Teraz czynię przygotowania do Sylwestra. Sukienka już gotowa, buty kupione, włosy zrobione. Pozostały drobne detale w stylu błyszczące cienie do powiek i jabłkowa wódeczka taty i jestem w pełni przygotowana na powitanie Nowego Roku. Po zabawie sylwestrowej ostro zabieram się do pracy. Wisi nade mną tyle zadań do wykonania, że nie chcę nawet o tym myśleć, mimo tego robię to nieustannie. Jutro wybieramy się ze znajomymi na kręgle. Jak się nie zabiję kulą to napiszę jak było. Pozdrawiam
