Szampan

Skoro jesteśmy przy wtopach miesiąca to myślę, że wypadałoby uwiecznić na blogu sytuację jaka miała miejsce w moje urodziny. Rzecz się rozeszła o szampana, którego wspólnie z Justą wypiłyśmy z wielkim niesmakiem. Bo jakiś taki był za słodki, bo źle pachniał, smakował, wyglądał. Drugi szampan już lepszy. Nasze kubki smakowe też udobruchane w głowie burza, procenty i szaleństwo myśli. Rano trzeźwa rzeczywistość. Poranny skok do lodówki a w niej szampan. Ale skąd? Przecież wczoraj został przez nas skonsumowany. Szybki wzrok na etykietkę i wiem, że szampan zakupiony przeze mnie tuż przed uroczystością nie został wypity. Jak nie ten to jaki? Nastopne kroki to śmietnik , butelka jeszcze ocalała. Patrzę, myślę….. śmiech…. A teraz wyjaśnienie: zupełnie omyłkowo w dzień imprezy chwyciłam szampana, którego mój tata przywiózł ze Słowacji i specjalnie chłodził na rodzinną uroczystość. W lodówce pozostała Afrodyta za 12 zł. I właśnie ją z obrzydzeniem piliśmy w moje urodziny. I nie pomogły tłumaczenia, że Afrodyta była sto razy lepsza, niż drogi szampan z wypadu na Słowację, który nikogo nie powalił smakiem. Stąd płynie morał, tani szampan duża przyjemność, drogi szampan przyjemności brak i do tego jeszcze kłopoty.

One Response

  1. Daga Says:

    Szampan to jest szemrana sprawa :-) Te bąbelki!

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.