Wczoraj rano mama zaproponowała mi abym zabrała do pracy pyszne ciasto. Kiedy byłam w łazience zapakowało je do plastikowej miseczki, a wychodząc do pracy nie koloryzując z pięć razy przypomniała mi, abym jej nie zapomniała zabrać. Czasami gadanie i powtarzanie tego samego przynosi u mnie skutki. Zatem możecie się spodziewać, że ciasto dotarło do szkolnej sali. Kiedy nastała przerwa ogłosiłam mojej koleżance, że teraz czas na deser, a owy spoczywa w tajemniczym pakunku, który przyniosłam. Komentarz poparłam demonstracyjnym podniesieniem miseczki z parapetu i położeniem go na biurku. Po podniesieniu wieczka był już tylko dziki śmiech i paniczny wzrok. W formie wyjaśnienia powiem, że zamiast pojemnika z ciastem który rzekomo leżał na brzegu lodówki sięgnęłam inny a w nim spoczywało pół kilo szynki i 10 kabanosów. Mina mojej koleżanki mówiła sama za siebie, moja zresztą też:)
5 Responses
Leave a Comment

October 16th, 2007 at 1:31 pm
Ależ się uśmiałam!
Smacznego!
October 16th, 2007 at 5:25 pm
brawo
October 16th, 2007 at 8:46 pm
ROTFL!
October 16th, 2007 at 9:47 pm
boki zrywać. Kabanosy i szyneczka też dobre;)
October 17th, 2007 at 11:13 am
heeee dobre
trzeba bylo to popic podmienionym szampanem