Oct 24

    Aby zapłacić za prąd trzeba wkurzyć się najmocniej jak tylko się da. Najpierw stoisz nad potężna maszyną wydającą numerek i zastanawiasz się gdzie naprawdę musisz się udać żeby załatwić potrzebne sprawy. Kiedy już intelektualnie się wysyilisz i wjedziesz na salę spoglądasz na świstek, patrzysz na elektroniczną tablicę i twoje nerwy sięgają zenitu. Jeszcze 40 osób przed Tobą ,a na sali nie ma żadnego wolnego krzesła. Stoisz i obserwujesz śmigające numerki. Nagle kłótnia. Elektronika na pozór nie pomaga. Powód do zwady zawsze się znajdzie. Dostatecznie poddenerwowana(y) starasz nie myśleć o problemach innych. Stale śledzisz moment, w którym nastąpi Twoja kolej. Napięcie jak w dobrym filmie. Po długim czekaniu słyszysz hałas. To Pani w kasie użala się, że nie ma w ogolę drobnych i to nie jej wina. Wzburzona klientka krzyczy ” jak to nie pani, przecież nie moja”. Odwracasz wzrok od tej niemilej sytuacji patrzysz na tablicę i widzisz swój numerek.Eureka! Energicznym krokiem podbiegasz do stanowiska. Wiesz, że jeżeli nie zdarzysz do niego dotrzeć w określonym czasie całe czekanie pójdzie na marne. Radosna pani obsługuje cię z zacięciem, wiesz że spieszy jej sie do domu. Na koniec informuje, ze teraz należy ustawić się w kolejce do kasy, aby zapłacić zarejestrowany rachunek. I wszystko zaczyna się odnowa. Starszy pan wchodzi na salę, siada i dopiero po 10 minutach orientuje się, że kolejka sterowana jest elektronicznie. Żal tobie pana więc udzielasz mu szczegółowych wskazówek jak ma postąpić. Podchodzisz do kasy i realizujesz rachunek. Całe szczęście portfel dudni od blaszaków bo pani niemal skwierczy z wściekłości. Udało się.Wychodzisz, mocno zaciągasz się mroźnym powietrzem i wiesz, że godzina w elektrowni popsuła ci humor już na cały dzień.

Oct 17

Skoro jesteśmy przy wtopach miesiąca to myślę, że wypadałoby uwiecznić na blogu sytuację jaka miała miejsce w moje urodziny. Rzecz się rozeszła o szampana, którego wspólnie z Justą wypiłyśmy z wielkim niesmakiem. Bo jakiś taki był za słodki, bo źle pachniał, smakował, wyglądał. Drugi szampan już lepszy. Nasze kubki smakowe też udobruchane w głowie burza, procenty i szaleństwo myśli. Rano trzeźwa rzeczywistość. Poranny skok do lodówki a w niej szampan. Ale skąd? Przecież wczoraj został przez nas skonsumowany. Szybki wzrok na etykietkę i wiem, że szampan zakupiony przeze mnie tuż przed uroczystością nie został wypity. Jak nie ten to jaki? Nastopne kroki to śmietnik , butelka jeszcze ocalała. Patrzę, myślę….. śmiech…. A teraz wyjaśnienie: zupełnie omyłkowo w dzień imprezy chwyciłam szampana, którego mój tata przywiózł ze Słowacji i specjalnie chłodził na rodzinną uroczystość. W lodówce pozostała Afrodyta za 12 zł. I właśnie ją z obrzydzeniem piliśmy w moje urodziny. I nie pomogły tłumaczenia, że Afrodyta była sto razy lepsza, niż drogi szampan z wypadu na Słowację, który nikogo nie powalił smakiem. Stąd płynie morał, tani szampan duża przyjemność, drogi szampan przyjemności brak i do tego jeszcze kłopoty.

Oct 16

Realia polskiej szkoły totalnie mnie przerażają. Dzisiaj na Radzie Pedagogicznej dowiedzieliśmy się, że obiecana podwyżka pensji nauczycielskich raczej nie nastąpi. Co więcej ku naszemu zaskoczeniu wszystkie przesłanki wskazują, że płace będą jeszcze mniejsze niż dotychczasowe. Nie wiem co robić, jestem totalnie rozgoryczona tą sytuacją. Dzisiaj w mojej głowie pojawiła się taka myśl: może czas się przebranżowić? W dodatku osoba, która powinna mnie wspierać dała mi na to piękną odpowiedzieć: ” Ale na co? Do czego Ty się niby nadajesz, jakie masz zainteresowania?” Temat skończony. Awans i podwyżka za pięć lat.( za trzy lata mogę przystąpić do następnego awansu plus dwa lata stażu) Mam płakać czy się śmiać?. Nie wiem!

Oct 16

Wczoraj rano mama zaproponowała mi abym zabrała do pracy pyszne ciasto. Kiedy byłam w łazience zapakowało je do plastikowej miseczki, a wychodząc do pracy nie koloryzując z pięć razy przypomniała mi, abym jej nie zapomniała zabrać. Czasami gadanie i powtarzanie tego samego przynosi u mnie skutki. Zatem możecie się spodziewać, że ciasto dotarło do szkolnej sali. Kiedy nastała przerwa ogłosiłam mojej koleżance, że teraz czas na deser, a owy spoczywa w tajemniczym pakunku, który przyniosłam. Komentarz poparłam demonstracyjnym podniesieniem miseczki z parapetu i położeniem go na biurku. Po podniesieniu wieczka był już tylko dziki śmiech i paniczny wzrok. W formie wyjaśnienia powiem, że zamiast pojemnika z ciastem który rzekomo leżał na brzegu lodówki sięgnęłam inny a w nim spoczywało pół kilo szynki i 10 kabanosów. Mina mojej koleżanki mówiła sama za siebie, moja zresztą też:)

Oct 9

Dzisiaj do moich pierwszaków zawitała Kala pies rasy Golden retriver, który jest terapeutom w fundacji ” Doktor” działającej na rzecz osób z różnego typu niepełnosprawnościami. Karolina, właścicielka Kali już od chwili pojawienia się w drzwiach szkolnych zrobiła wielką furorę. Każde dziecko chciało pogłaskać i przytulić jej czworonożnego przyjaciela. Kiedy weszłyśmy do sali za drzwiami zgromadził się tłum. Normalnie jakby Doda przyjechała do szkoły i każdy chciał zdobyć jej autograf. Moje pierwszaki były zafascynowane pieskiem. Dotykały go, przytulały, kładły sie niego, głaskały go, karmiły i całowały. Kala przez cały czas grzecznie i cierpliwie znosiła tarmoszenie i dotykanie, które nie zawsze było przecież przyjemne. Wydaje mi się, że zajęcia naprawdę dzieciom się podobały. Szczególnie wrażenie zrobiły na nich triki jakie opanowała Kala przechodząc szkolenie.A oto zdjęcie bohaterki mojego postu. Prawda, że słodka?

« Previous Entries